sobota, 10 maja 2014

Gdzieś między sznurkami z praniem a ogródkiem - Pustułka zwyczajna.

Weekend majowy już za nami, teraz czas na porządki, pranie pościeli, przygotowanie pokoi dla następnych gości. Czyli normalka. Mały skok do ogrodu, żeby sprawdzić jak rośnie nam wszystko po deszczu. I nagle zamieszanie przy krzewach bzu, pies ujada. Przed oczami taka scena: beżowe, nakrapiane ptaszysko z rozpostartymi skrzydłami niczym Lord Vader próbuje odstraszyć psa, krocząc groźnie po ziemi.
I nagle kładzie się (już teraz wiem, że ze strachu) na plecy i używa ostatniej swej broni: pazurów i zakrzywionego dzioba-jak to u drapieżnika. Scena dla mnie rzadka! Podbiegam, wyciągam z kieszeni aparat, robię zdjęcia. Dzwonię po Andrzeja, żeby przerwał szpachlowanie ściany i przyszedł z odsieczą. Trzeba przecież  zobaczyć czy jest cały i zdrów. Bez większego problemu dał się wziąć do ręki, nawet uspokoił się, gdy delikatnie do niego przemawialiśmy, dał się też pogłaskać. Choć bardzo czujny (obroty głowy niemal 360 stopni) to chyba nam zaufał.
Wygląda na to, że jakieś zdarzenie odebrało mu siły. Ran brak, ale latać nie chce, czy nie może?
Teraz dochodzi do formy w zacienionym, bezpiecznym miejscu, z dala od kotów. Po telefonach i konsultacjach z leśniczym, odwozimy go dziś-jeśli nie poleci samodzielnie, do leśnego sanatorium w Dywitach. Niecodzienna to sytuacja, kiedy ma się do czynienia oko w oko z drapieżnikiem. Tu, pustułka zwyczajna z rodziny sokołowatych ok 35cm, raczej samiczka, i raczej młoda...
Oko w oko z pustułką:









video
Historia ma swoją kontynuację. Właśnie wyjechał pan leśniczy, opiekujący się drapieżnikami, w szczególności tymi niedomagającymi. Przyjechał specjalnie po "naszą" pustułeczkę. Fachowo ją obejrzał, ocenił stan zdrowia i zabrał do swojej kliniki na podkurowanie.
Drapieżniki to mają dobrze! 
Po zaobrączkowanego gołębia, zagubionego w czasie burzy nikt nie przyjechał :( choć też zgłaszaliśmy do hodowców...
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że nasz ptaszek nie jest już taki młody, co widać po postrzępionych piórkach skrzydeł. Ptaki tego gatunku, doskonale wiedzą co mają robić, gdy ich skrzydła nie nadają się już do latania.
Popełniają samobójstwo, rozrywając sobie dziobem aortę. Smutne to ale jakże prawdziwe.
Mamy nadzieję, że nasza pustułka odleci zdrowa w świat!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz