piątek, 28 lutego 2014

Powroty - z cyklu uroki życia na wsi.

Rozwieszona  między Warmią a Trójmiastem nić odwiedzin, czasami  mocno napina się, ciągnie nas i przywołuje. Choć na chwilę, choć na kilka godzin: spotkajmy się, zjedzmy razem obiad, porozmawiajmy... Rodzina, nasi najbliżsi, przyjaciele, znajomi. W różnych konfiguracjach, proporcjach, o różnych potrzebach. Nigdy dość nasyceni swoją bliskością. Ale to dobrze, tęsknimy za sobą i chcemy jeszcze.
Właśnie wróciliśmy.
W domu niecałe 12 stopni, ale w głowach jasne wytyczne, ja rozpalam w kominku a ty w piecu, ok? Dwa kubki herbaty, kilka kanapek.
W takich sytuacjach herbata staje się cudownym eliksirem.... w domu jest okrrrooopnie!
Kilka łyków i robi swoje: migiem roznosi miłe ciepełko w każdy zakątek ciała. W kominku buzuje, powolutku robi się cieplej, choć temperatura ma szansę być normalną dopiero za kilka godzin.
To dobry moment na refleksje.
Osobiście kocham taki stan: czuję wewnętrzny spokój. W ogóle czuję. Czuję, że  jestem, mogę, ode mnie zależy tu sporo.
Po wielu latach uzależnień od pracodawców, przeróżnych zależności i powikłań życiowych... Czuję się wolną osobą. Cieszę się z prostych rzeczy. Nawet gdy doskwiera zimno, wówczas mogę docenić ciepło. Lubię zgłodnieć, by czuć przyjemność ze jedzenia suchej bułki. itd.,  itd...
Wiecie, co mam na myśli?

G.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza