niedziela, 17 stycznia 2016

Bezkrwawe łowy.

Zimą trudniej o pożywienie, więc jeśli pojawi się "stołówka", łatwiej wówczas o takie oto widoki...

Bieliki w zimowej szacie




Dzięcioł duży towarzyszył mi przy pracy na kompie po drugiej stronie okna.
Charakterystyczne czerwone upierzenie w dolnej część brzucha i podogoniu. Skrzydła nakrapiane., reszta w finezyjne, czarne pasy,
Bardzo zdolny ekwilibrysta-potrafi podczepić się pazurkami i wisieć w przedziwnych, wydawać by się mogło-mało wygodnych pozycjach.





wtorek, 12 stycznia 2016

Muniek Nówka i cała reszta






Muniek o pięknych, miodowych oczach. Oaza spokoju, pieszczoch i gaduła.
Pojawił się u nas mniej więcej na początku grudnia, być może na Świętego Mikołaja. Oczywiście ma się rozumieć, że nie miał rezerwacji, jak inni nasi goście i nie stanął z bagażami przed progiem i nie zapukał do drzwi. On przyjął inną taktykę. To taktyka małych kroków. Zaczął pokazywać się to tu, to tam. Najpierw z daleka obserwował nasz dom, potem zaczął odwiedzać zabudowania i nasz przydomowy ogród. Każdego dnia skracał dystans do nas. Zdobywał teren krok po kroku. Stoczył nawet nocną potyczkę z rudo-białym kocurem który czasem nas nawiedza. Strzępy sierści które upstrzyły nasz trawnik świadczą o tym, że nie była to kurtuazyjna wizyta i strony rozeszły się, nie osiągając pokojowego porozumienia. Koteczek gdy nas widział - uciekał, nerwowo oglądając się do tyłu. Swoją nieśmiałość przełamał całkowicie tuż przed świętami. Ni stąd ni zowąd pojawił się na parapecie kuchennego okna i z wielkim zaciekawieniem zaglądał do kuchni. Zaraz, zaraz co jest grane!? Przecież to nie nasza szara Kota, która śpi na kanapie, odsypiając nocne polowanie. Co go tak ośmieliło? Ciepłe światła domu czy też zapachy zbliżających się Świąt? Tego nie wiemy. Wielkimi ślepiami chłonął to, co dostrzegał w środku. Ocierał się o framugę okna i przymilnie pomiaukiwał. Tu zajrzał, tam zajrzał wściubiając wszędzie swoją sympatyczną mordkę. Poczułem przez skórę że już u nas zastanie, choć starałem się te myśli odgonić. Nawet ustaliliśmy z Grazią, że absolutnie nie będziemy go karmili, bo jak się przyzwyczai to się go nie pozbędziemy i staniemy się posiadaczami trzech kotów. A takich planów nie mamy...no chyba że Eska czegoś nie zje... a szkoda wyrzucać... W swoim "twardym" postanowieniu wytrwaliśmy może dwa dni. Czy był to może jeden dzień? No dobrze, to już przyznamy się że niezłomna postawa trwała kilka godzin. Żeby nie było "winnego" postanowiliśmy wspólnie go nakarmić. Gaduła z niego straszny i niezły "czaruś" gdy ociera się o nasze nogi i pręży grzbiet do głaskania. Jak go nie polubić? Skąd przyszedł trudno powiedzieć. Zapewne ktoś go podrzucił bo nie pasował do świątecznych planów. Co na to tytułowa reszta? Reszta naszej menażerii to suczka Eska i dwie 14 letnie kotki-rezydentki: Kota i Zorka. Kota przyjechała z nami z miasta i tu przeżywa drugą młodość-jest kotem wewnętrznym. Zorka, która została w domu po poprzednich gospodarzach, jest kotem zewnętrznym. Obie nie za bardzo za sobą przepadają, ale jakoś się tolerują. Nad całością nadzór sprawuje Eska, która czasem te paniusie dyscyplinuje. Jak narozrabiają to pogoni koty i ustawi w szeregu. Ten nowy też musi się jakoś podporządkować bo taka jest u nas w stadzie hierarchia. Kiciuś początkowo wzięty za kotkę, otrzymał imię Nówka. Po dokładniejszym przyjrzeniu się i konfrontacjach internetowch, okazało się, że to kocurek, więc nadaliśmy mu nowe imię Muniek. Ot, taka to historia już naszego Muńka Nówki. 

Rezydentka Kota-ależ ona ma charakterek...

Esia Floresia, sunia ze schroniska. Jeszcze w świątecznym klimacie.

Rezydentka Zorka-daje się pogłaskać. Ugodowy kot parapetowy.




poniedziałek, 7 grudnia 2015

Powab jabłka


Wyobraź sobie-jest wiosna, piękny, słoneczny dzień. Leżysz na trawie w sadzie, pod rozłożystą, kwitnącą właśnie jabłonią. Zamknij oczy. Czujesz zapach jej kwiatów i słyszysz latające wokół nich owady?.
To jeden z piękniejszych symboli wiosny. Jesienią ta jabłoń - niczym rodzic wyda na świat swoje dzieci.
Jabłka to symbol płodności, symbol dzieci swoich rodziców, stąd też popularne przysłowie
"niedaleko pada jabłko od jabłoni". Występować może w roli afrodyzjaka -"zakazanego owocu"- biblijna opowieść o Adamie i Ewie, jako symbol niezgody - mity greckie - historia Parysa, Afrodyty i pięknej Heleny.
To także symbol zdrowia, życia, urodzaju, miłości i władzy.
Jabłko inspiruje i to od dawna. Owoce jabłoni umiłowali m. in. średniowieczni i renesansowi artyści na obrazach, bracia Grimm napisali baśń o Królewnie Śnieżce - z jabłkiem w roli głównej. Kanadyjskiej firmie komputerowej użyczyło swego wizerunku do powstania znanej na całym świecie marki Apple.
Przykłady można mnożyć.
Pewne jest, że to wyjątkowy owoc. Bardzo polski, pospolity i chyba nie do końca doceniany...
W tym roku z racji wyjątkowego urodzaju jabłek postanowiliśmy na maxa wykorzystać różnorodne przepisy na przetwory z nich. I tak zamykamy je w słoikach na zimową szarlotkę, pieczemy w całości nad ogniem-powstaje przepyszny dżemik z wyczuwalną nutką dymu, sok z jabłek- a z niego po raz pierwszy nastaw na cydr, słodziutkie i zdrowe chipsy, a z odpadów - ocet jabłkowy.
Smacznie. Kolorowo. Pachnąco. Zdrowo....








.


piątek, 20 listopada 2015

Listopad - liść opadł.

Za oknem szaro, mokro, smutno. Na drzewach ostatnie podrygi liści. To zawieje to popada.
Listopad jest dla mnie nostalgiczny i skłania do refleksji. To idealna pora na podsumowanie tego wszystkiego, co powoli zamyka 2015 rok. W grudniu będzie już inaczej-inne tempo, myślenie o świętach i przygotowania do nich...
To był dobry, urodzajny rok, dynamiczny sezon turystyczny. Gro ciekawych, pozytywnych i energetycznych osób przewinęło się przez nasz dom. Było kolorowo i różnorodnie. Był spływ kajakowy, byli wykonawcy poezji śpiewanej, motocykliści, drużyna rugby, aktorzy, fotograficy, naukowcy, ludzie którzy zwyczajnie - szukali wytchnienia od miasta i swej codzienności.
Było też rodzinnie. Nie kończące się rozmowy przy stole, nowe znajomości, parę nowych przepisów kulinarnych...wspomnienia.
No i te kilogramy naszych plonów ogrodowych, leśnych i przydrożnych...
Zaprawy w słoikach, mrożonki w zamrażarce i szafka pełna nalewek. Aroniówka, pigwówka, nalewka z tarniny, mirabelki, tymianku.
Ufff!.
Teraz to już damy radę zimie!

Była też dłuuga przerwa w prowadzeniu bloga. Taka naturalna. Dużo się działo, pewnie zbyt dużo, by poświęcić mu swój czas. We wszystkich ważniejszych wydarzeniach, chwilach czy miejscach, towarzyszył nam obiektyw aparatu. Powstawały zdjęcia - one pojawią się tu we właściwym momencie, przy właściwym wątku.
Będziemy nadrabiać zaległości:)
Wszystkich naszych czytelników wchodzących na nasz blog i pytających o to, czy u nas wszystko w porządku, uspakajamy i odpowiadamy: tak, u nas wszystko w porządku, dziękujemy za pamięć i troskę:).
Dziś w roli załącznika wspomnienie słonecznej i kolorowej jesieni-zdjęcia z uroczyska znad Starej Pasłęki. Do takiej jesieni tęsknimy, ale zima stuka powoli do drzwi...






środa, 22 lipca 2015

czwartek, 9 lipca 2015

Biały welon, Ostoja i prezenty

Był ślub, piękne wesele a po nim kilkudniowy odpoczynek w Ostoi.
Państwo młodzi zrezygnowali z kwiatów, a z pieniędzy przeznaczonych na nie, kupili karmę i zabawki dla naszych tomaryńskich podopiecznych ze schroniska.
Piękny gest i super ludzie.
Młodej parze życzymy duużo miłości!
Justynko, Radku - jesteście super!!!