piątek, 6 marca 2015

Grubodziób i twardogłowa

Tytułowi bohaterowie to para prawie sobie nieznana, a połączył ich wspólny stół czyli nasz karmnik. Wizyta grubodzioba była dla nas zaskoczeniem bo to ptak raczej parkowo miejski, a nas odwiedził przelotnie. Pierwszy raz zetknąłem się z nim jeszcze przy Kartuskiej,  gdy wpadł do naszego karmnika na słonecznik. Wydał się nam jakiś dziwny, niespotykany czy nawet wręcz egzotyczny. W pierwszej chwili myśleliśmy że to papuga, która uciekła komuś z klatki. Oczywiście sprawa się wyjaśniła i od tej pory wiemy co to, po co i dlaczego. Grubodziób to ptak trochę większy od wróbla o krępej i zwartej budowie ciała z charakterystycznym masywnym dziobem, który służy mu do rozgniatania orzechów leszczyny, buczyny, żołędzi i innych twardych pestek i ziaren. Śmiało można powiedzieć, że to prawdziwy latający dziadek do orzechów, potrafiący swoim dziobem wywrzeć nacisk 70-ciu kilogramów. Gnieździ się w wysokich partiach drzew i tam w zasadzie spędza większą część roku. Zimą, gdy głód zaczyna doskwierać, przełamuje swoją wrodzoną płochliwość i odwiedza nasze karmniki. Wtedy właśnie nadarza się okazja by go zobaczyć. Jest pod ścisłą ochroną gatunkową.      

                                                                                                      
Twardogłową okazała się sikorka uboga, która uderzyła w szybę kuchennego okna. Spojrzeliśmy przez nie na zewnątrz: no tak, leży bidula na grzbiecie w bezwładnej pozie ... Natychmiast wybiegłem z domu by ją ratować. Podniosłem z ziemi, ująłem w dłonie i przyniosłem do domu. Serducho lekko kołatało w jej skromnej posturze, dzióbek miała lekko rozchylony i przymknięte oczka. Już traciliśmy nadzieję na jej uratowanie aż tu po upływie kilku minut nagle potrząsnęła główką, bystro spojrzała na nas i odleciała z mojej dłoni. Zrobiła trzy rundki po kuchni, usiadła na chwilę na półce po czym wyfrunęła przez szeroko otwarte okno. Wszystko dobrze się skończyło. Czytałem, że wskazane jest wstrzyknięcie strzykawką ptaszkowi do dzioba wody z cukrem i umieszczenie np. w wyścielonym kartoniku.


 Dlaczego dochodzi do takich zdarzeń i jak ich uniknąć? Powód jest prosty, okna bez firan czy żaluzji dają ptakom złudzenie przestrzeni w którą można wlecieć. Podobny problem jest z przeźroczystymi przydrożnymi barierami dźwiękochłonnymi. Tam nakleja się sylwetki drapieżnych ptaków, to pomaga, choć nie zawsze. Trudno przenieść ten pomysł do naszych domów. My mamy swój własny patent: zawieszamy na zewnętrznej ramie okiennej "przeszkadzajki" które zrobiliśmy z patyków i kawałków drewna znalezionych na plaży.


 Ratujmy ptaki nie tylko dokarmiając je, ale pomagajmy przetrwać im w gąszczu cywilizacji. Bycie homo sapiens zobowiązuje...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza