czwartek, 21 maja 2015

Maj w pełni, a w takim pięknym, słonecznym dniu jak dzisiejszy...nie mogłam się powstrzymać, by nie uwiecznić i kolorów i formy a może i zapachu (?). 

















wtorek, 12 maja 2015

Bunkry w Tomarynach - Ruch Dwóch Wież (RDW)

      Opisując bunkry w poprzednich postach obiecałem, że jak wydarzy się coś ciekawego to do sprawy powrócę. Wokół tematu ratowania naszego zabytku od jakiegoś czasu zaczyna tworzyć się przyjazna atmosfera i tzw. oddolna inicjatywa.Co prawda już w przeszłości były podejmowane podobne próby, jednak z czasem przygasały. Mam nadzieję, że ta nie przygaśnie w atmosferze niemocy. Nowo wybrany wójt ma pełną świadomość jak wartościowy obiekt ma na terenie gminy i jest otwarty na nowe inicjatywy i pomysły. Bezpośredni impuls do działania dała wizyta pewnego eks-wojskowego, społecznika i animatora kultury z Ostródy. Przyczynił się on do wyremontowania i udostępnienia zwiedzającym bunkrów w Starych Jabłonkach. Są też w gminie osoby, którym temat nie jest obojętny i zadeklarowały konkretną pomoc, my-Ostoja idea także. Mieszkańcy, na czele z panią sołtys Tomaryn też włączyli się do współpracy. Suma sumarum jest inicjatywa, pomysły i śmiałe plany. Plany są ambitne i wybiegające w przyszłość ale za wcześnie na całkowite odkrycie kart. Jednak, aby całe to działanie przyniosło jakieś wymierne efekty, potrzeba oprócz współdziałania kilku instytucji, pracy, pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Sama gmina ich za bardzo nie ma ale można wesprzeć się środkami unijnymi. Jest jeszcze jedna przeszkoda - konserwator zabytków, który może nam postawić mur bardziej trwały niż mury bunkrów. Jeśli jednak wyczuje bluesa i nam pomoże, to uda się uratować obiekt. Wczoraj miały odbyć się rozmowy których efektów jeszcze nie znam. Jeśli nic pozytywnego z nich nie wyniknie, będzie można w niedługim czasie zamówić tablicę "Wstęp wzbroniony-obiekt grozi zawaleniem". To smutny scenariusz a my nie chcemy do niego dopuścić. My czyli Ruch Dwóch Wież to nazwa na razie robocza ale chyba się przyjmie. Na razie to nieformalna grupa osób dobrej woli ale już myślimy o stworzeniu stowarzyszenia które mogło by być animatorem różnych działań związanych z bunkrami. W minioną sobotę przystąpiliśmy do konkretnego działania czyli sprzątania obiektu i jego otoczenia.



 Pogoda nam sprzyjała, było wesoło a momentami nawet śmiesznie. W ruch poszły miotły, grabie i łopaty. Strażacy z OSP Gietrzwałd pomimo złapanej gumy sprawnie zainstalowali agregat i lampy które oświetliły wnętrze wież. Pracy było sporo ale efekt jest widoczny. Kilka worków śmieci, gruz i sporo suchych gałęzi z porastających otoczenie krzaków. Na koniec pracy było małe ognisko, kiełbaski, kawa, ciasto i spora satysfakcja z efektów naszej pracy.


 

 RDW jest grupą otwartą i zaprasza wszystkich chętnych do współpracy, ponieważ każda forma pomocy jest nam potrzebna. Na koniec jeszcze nasz apel do poszukiwaczy nie wiadomo czego, którzy wyrywając cegły niszczą mury. Odpuście sobie, tam żadnych cennych skarbów nie ma. Cenne są sama wieże i inicjatywa by uchronić je od ruiny...

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wielkanocne klimaty

Jak na kwiecień-plecień przystało: trochę słońca, wiosennego deszczu, zimowego śniegu, gradu i czego tam jeszcze...:)
Wszystkim naszym przyjaciołom, czytelnikom, sąsiadom,wszystkim, wszystkim dookoła Wesołych Świąt, mokrego Dyngusa dzisiaj!
Ostojacy.


niedziela, 22 marca 2015

Archeo-rewelacja



Wiatr miota jeszcze jesiennymi liśćmi, ale mamy już wiosnę. Zewsząd przylatują kluczami ptaki, na grządkach pierwsze kwiatki. Przedpołudnie. Siedzimy sobie właśnie na schodach by popławić się w promieniach słońca i trochę odsapnąć od pracy w ogrodzie. Ku nam, od strony pola zmierza sąsiad Norbert-pewnie na małe pogaduchy:). Na małe bo na długie nie ma czasu. Pracy w gospodarstwie co niemiara a od gadania jej nie ubywa.

Już z daleka widzimy, że niesie coś w dłoni. Ooo...pewnie coś ciekawego! Coś, co znalazł podczas pracy w polu. Początkowo sąsiad myślał, że to jakiś dziwny i trudny do określenia przedmiot z twardego drewna. Jednak gdy trochę go oczyściliśmy i wspólnie bliżej się jemu przyjrzeliśmy, doszliśmy do wniosku że to przedmiot z rogu. Przyniósł do nas drewniany a zostawił nam w prezencie (do dalszej analizy i "badań") rogowy! A jak jest to przedmiot z rogu, to poczuliśmy oprócz gęsiej skórki na ciele, że właśnie dotykamy historii a właściwie prehistorii człowieka. Co to właściwie jest?

piątek, 6 marca 2015

Grubodziób i twardogłowa

Tytułowi bohaterowie to para prawie sobie nieznana, a połączył ich wspólny stół czyli nasz karmnik. Wizyta grubodzioba była dla nas zaskoczeniem bo to ptak raczej parkowo miejski, a nas odwiedził przelotnie. Pierwszy raz zetknąłem się z nim jeszcze przy Kartuskiej,  gdy wpadł do naszego karmnika na słonecznik. Wydał się nam jakiś dziwny, niespotykany czy nawet wręcz egzotyczny. W pierwszej chwili myśleliśmy że to papuga, która uciekła komuś z klatki. Oczywiście sprawa się wyjaśniła i od tej pory wiemy co to, po co i dlaczego. Grubodziób to ptak trochę większy od wróbla o krępej i zwartej budowie ciała z charakterystycznym masywnym dziobem, który służy mu do rozgniatania orzechów leszczyny, buczyny, żołędzi i innych twardych pestek i ziaren. Śmiało można powiedzieć, że to prawdziwy latający dziadek do orzechów, potrafiący swoim dziobem wywrzeć nacisk 70-ciu kilogramów. Gnieździ się w wysokich partiach drzew i tam w zasadzie spędza większą część roku. Zimą, gdy głód zaczyna doskwierać, przełamuje swoją wrodzoną płochliwość i odwiedza nasze karmniki. Wtedy właśnie nadarza się okazja by go zobaczyć. Jest pod ścisłą ochroną gatunkową.      

                                                                                                      
Twardogłową okazała się sikorka uboga, która uderzyła w szybę kuchennego okna. Spojrzeliśmy przez nie na zewnątrz: no tak, leży bidula na grzbiecie w bezwładnej pozie ... Natychmiast wybiegłem z domu by ją ratować. Podniosłem z ziemi, ująłem w dłonie i przyniosłem do domu. Serducho lekko kołatało w jej skromnej posturze, dzióbek miała lekko rozchylony i przymknięte oczka. Już traciliśmy nadzieję na jej uratowanie aż tu po upływie kilku minut nagle potrząsnęła główką, bystro spojrzała na nas i odleciała z mojej dłoni. Zrobiła trzy rundki po kuchni, usiadła na chwilę na półce po czym wyfrunęła przez szeroko otwarte okno. Wszystko dobrze się skończyło. Czytałem, że wskazane jest wstrzyknięcie strzykawką ptaszkowi do dzioba wody z cukrem i umieszczenie np. w wyścielonym kartoniku.


 Dlaczego dochodzi do takich zdarzeń i jak ich uniknąć? Powód jest prosty, okna bez firan czy żaluzji dają ptakom złudzenie przestrzeni w którą można wlecieć. Podobny problem jest z przeźroczystymi przydrożnymi barierami dźwiękochłonnymi. Tam nakleja się sylwetki drapieżnych ptaków, to pomaga, choć nie zawsze. Trudno przenieść ten pomysł do naszych domów. My mamy swój własny patent: zawieszamy na zewnętrznej ramie okiennej "przeszkadzajki" które zrobiliśmy z patyków i kawałków drewna znalezionych na plaży.


 Ratujmy ptaki nie tylko dokarmiając je, ale pomagajmy przetrwać im w gąszczu cywilizacji. Bycie homo sapiens zobowiązuje...