piątek, 8 kwietnia 2016

Nareszcie są i u nas.

 W niedzielne popołudnie zadzwonił Tomasz z Tomaryn z dobrą wiadomością - przyleciały bociany! Zwiastunów wiosny dotąd nie brakowało. Jednak jeśli przylatują bociany można w pełni powiedzieć, że wiosna nastała już nieodwołalnie. Zawsze czekamy na ich przylot z pewną niecierpliwością i nadzieją. Nie mam tu na myśli oczywiście pomysłu na skorzystanie z programu 500+.
Co to, to nie. Anty programowo nie sadzimy też w ogrodzie kapusty. Czyli zabezpieczamy się w sposób prosty i naturalny. Powrócę jednak do bocianów, bo post jest o nich a nie o nas. Mamy w pobliskich Tomarynach dwa gniazda bocianie, które można by powiedzieć przeszły kapitalne remonty. W związku z remontem sieci energetycznej wymieniono wszystkie słupy, w tym także te na których od dziesięcioleci boćki miały swoje  gniazda. Wszystko to zrobiono w ustawowo określonym terminie czyli do połowy lutego. Na nowych słupach ekipa remontowa zainstalowała  solidne metalowe platformy. Nie sposób było umieścić na nich starych gniazd ze względu na ich rozmiary i wagę. Zamiast tego położono sporo gałęzi by na nich ptaki mogły odbudować i zaaranżować swoje lokum. Kto kiedykolwiek przejmował mieszkanie w stanie deweloperskim wie o czym mowa. Nasze bociany czeka ogrom pracy. Całe szczęście korzystają z transportu lotniczego, który jak wiadomo jest szybki i sprawny. Co jest budulcem? To przede wszystkim chrust, trzcina, słoma, zeschnięte trawy, resztki roślin nadrzecznych i namoczona glina, która zespala plątaninę pozostałych materiałów. Czasu mało a pracy sporo. Mamy nadzieję, że w tym roku w obu gniazdach bociany doczekają się potomstwa, czego im i wszystkim starającym się życzymy...


Resztki starego bocianiego gniazda
Nowa platforma

Nowy lokator

czwartek, 18 lutego 2016

Tomaryńskie bunkry - 2015 resume

Rok 2015 był dla naszych bunkrów najlepszy od wielu, wielu lat. Powodem tego był splot korzystnych okoliczności. Wybrano nowego wójta z otwartą głową, do gminy przybył Wojtek z pomysłami na reaktywację obiektów, zebrała się też grupa ludzi dobrej woli a w Tomarynach wybrano nowego dynamicznego sołtysa (może powinno się napisać sołtysicę) Benię. Po wstępnych ustaleniach i zarysowaniu planu działania przystąpiono do konkretnej pracy. Na początku maja  grupa ochotników zabrała się do prac porządkowych. Efektem było posprzątanie  wnętrza bunkrów i ich bezpośredniego otoczenia. Więcej na ten temat pisaliśmy w majowym poście, więc nie będę się powtarzał. 15 sierpnia odbyła się pierwsza masowa plenerowa impreza "Piknik militarny" pod hasłem " Ratujmy wieże w Tomarynach".



Czasu na przygotowanie było niewiele i trochę to wszystko wyglądało na wielką improwizację i pospolite ruszenie ale udało się osiągnąć spory sukces. Bo, jak nie określić mianem sukcesu imprezy na którą przyszło ok. 500 osób.Jak do tego doszło? Państwo Krystyna i Jerzy udostępnili swój grunty na teren imprezy jak i plac parkingowy. Okoliczni sponsorzy udzielili wsparcia finansowego i rzeczowego. Ostródzki "Strzelec" rozstawił namioty, sprzęt i strzelnicę a strażacy z OSP Gietrzwałd zadbali o oświetlenie i dostawę prądu. Militarnie zakręceni wolontariusze zaprezentowali swoje stroje i kolekcje. Rewelacyjnie spisały się panie z Tomaryn które upiekły ciasta, przygotowały napoje, przekąski, kiełbaski do ogniska i bardzo smaczną grochówkę. Wszystkim uczestnikom pikniku bardzo smakował poczęstunek, więc i do puszek wpadła całkiem spora sumka. Były pokazy broni, strzelanie do tarcz z wiatrówek i oczywiście zwiedzane bunkrów połączone z wyświetlaniem przeźroczy i prelekcje prowadzone przez Wojtka. Chętnych było tak wielu, że Wojtek pod koniec dnia niemal stracił głos. Efektem pikniku było zebranie niemałej kwoty ok. 2400 złotych.Jednak najważniejszym celem pikniku była popularyzacja naszych fortyfikacji i przyciągnięcie do nich osób dobrej woli, mogących w jakikolwiek sposób pomóc w rewitalizacji bunkrów, by przetrwały jak  to się górnolotnie określa dla potomnych. Pomysłów jest sporo, a niektóre z nich są bardzo śmiałe i ambitne. Jeśli nawet tylko część z nich uda się zrealizować to będzie to sukces.




19 września odbyła  się druga zeszłoroczna impreza plenerowa "Noc w bunkrze" o bardziej kameralnym charakterze na którą przyszło około 100-u uczestników. Było zwiedzanie, ognisko, kiełbaski i śpiewy przy gitarze. Imprezy imprezami jednak przyszedł czas by sformalizować grupę skupiającą osoby zaangażowane w ratowanie naszych tomaryńskich bunkrów. 18 października w świetlicy wiejskiej w Tomarynach 27 osób powołało do życia Stowarzyszenie "Łączą nas wieże". Przyjęto statut oraz wybrano władze stowarzyszenia. Dużą pomoc merytoryczną uzyskaliśmy od pracowników i władz gminy Gietrzwałd. Szczególne podziękowania należą się Agnieszce, która od samego początku bardzo nas wspiera w działaniach. Po pomyślnym zarejestrowaniu nasze stowarzyszenie stanie się pełnoprawnym uczestnikiem i partnerem w rozmowach z wszystkimi podmiotami związanymi z istnieniem i funkcjonowaniem bunkrów. Formalności to jedno, a konkretne działania to drugie. Po długich i trudnych rozmowach udało się w końcu uzyskać od konserwatora zabytków zgodę na częściowe zabezpieczenie dachów bunkrów. Jakoś dziwnym jest, że nam bardziej na tym zależy niż instytucji do tego powołanej. Mniejsza z tym, lepiej jest działać niż tę sprawę rozpatrywać. Niemałym wysiłkiem i wkładem materiałowo-finansowym pod koniec listopada udało się prowizorycznie zabezpieczyć otwory w dachach bunkrów. I tym pozytywnym działaniem można by zakończyć rok z bunkrami, odtrąbić sukces i cieszyć się z tego co udało się zdziałać. Jednak wydarzyło się jedno przykre dla nas zdarzenie które położyło pewien cień. Jakiś bezmyślny wandal zniszczył część zabezpieczeń ze wschodniej wieży. Zerwał papę, wyrwał deski i zrzucił z dachu wprost do Pasłęki. Zabezpieczenie można oczywiście naprawić, bardziej jednak można martwić o stan psychiczny sprawcy. Po co, to zrobił? Czy tylko ze zwykłej głupoty, czy też dla wątpliwej sławy? Ja tego nie wiem. Wiem natomiast, że  12 i 13 sierpnia odbędzie się II Piknik Militarny w Tomarynach. Zapraszam także do wejścia  na facebookowy fanpage "Fortyfikacje w Tomarynach". Można znaleźć tam więcej zdjęć i aktualnych informacji, bo dzieje się i dziać się będzie coraz więcej.                                                                   

Andrzej

Sołtysica Benia i jej magiczne okulary. Nic jej nie umknie...







poniedziałek, 18 stycznia 2016

Gdy za placami masz rogaczy...


Dziwne uczucie, gdy jelenie wypadają zza pleców:) Zrobiły mi dziś niespodziankę...
Widziane z bliska robią wrażenie.





niedziela, 17 stycznia 2016

Bezkrwawe łowy.

Zimą trudniej o pożywienie, więc jeśli pojawi się "stołówka", łatwiej wówczas o takie oto widoki...

Bieliki w zimowej szacie




Dzięcioł duży towarzyszył mi przy pracy na kompie po drugiej stronie okna.
Charakterystyczne czerwone upierzenie w dolnej część brzucha i podogoniu. Skrzydła nakrapiane., reszta w finezyjne, czarne pasy,
Bardzo zdolny ekwilibrysta-potrafi podczepić się pazurkami i wisieć w przedziwnych, wydawać by się mogło-mało wygodnych pozycjach.





wtorek, 12 stycznia 2016

Muniek Nówka i cała reszta






Muniek o pięknych, miodowych oczach. Oaza spokoju, pieszczoch i gaduła.
Pojawił się u nas mniej więcej na początku grudnia, być może na Świętego Mikołaja. Oczywiście ma się rozumieć, że nie miał rezerwacji, jak inni nasi goście i nie stanął z bagażami przed progiem i nie zapukał do drzwi. On przyjął inną taktykę. To taktyka małych kroków. Zaczął pokazywać się to tu, to tam. Najpierw z daleka obserwował nasz dom, potem zaczął odwiedzać zabudowania i nasz przydomowy ogród. Każdego dnia skracał dystans do nas. Zdobywał teren krok po kroku. Stoczył nawet nocną potyczkę z rudo-białym kocurem który czasem nas nawiedza. Strzępy sierści które upstrzyły nasz trawnik świadczą o tym, że nie była to kurtuazyjna wizyta i strony rozeszły się, nie osiągając pokojowego porozumienia. Koteczek gdy nas widział - uciekał, nerwowo oglądając się do tyłu. Swoją nieśmiałość przełamał całkowicie tuż przed świętami. Ni stąd ni zowąd pojawił się na parapecie kuchennego okna i z wielkim zaciekawieniem zaglądał do kuchni. Zaraz, zaraz co jest grane!? Przecież to nie nasza szara Kota, która śpi na kanapie, odsypiając nocne polowanie. Co go tak ośmieliło? Ciepłe światła domu czy też zapachy zbliżających się Świąt? Tego nie wiemy. Wielkimi ślepiami chłonął to, co dostrzegał w środku. Ocierał się o framugę okna i przymilnie pomiaukiwał. Tu zajrzał, tam zajrzał wściubiając wszędzie swoją sympatyczną mordkę. Poczułem przez skórę że już u nas zastanie, choć starałem się te myśli odgonić. Nawet ustaliliśmy z Grazią, że absolutnie nie będziemy go karmili, bo jak się przyzwyczai to się go nie pozbędziemy i staniemy się posiadaczami trzech kotów. A takich planów nie mamy...no chyba że Eska czegoś nie zje... a szkoda wyrzucać... W swoim "twardym" postanowieniu wytrwaliśmy może dwa dni. Czy był to może jeden dzień? No dobrze, to już przyznamy się że niezłomna postawa trwała kilka godzin. Żeby nie było "winnego" postanowiliśmy wspólnie go nakarmić. Gaduła z niego straszny i niezły "czaruś" gdy ociera się o nasze nogi i pręży grzbiet do głaskania. Jak go nie polubić? Skąd przyszedł trudno powiedzieć. Zapewne ktoś go podrzucił bo nie pasował do świątecznych planów. Co na to tytułowa reszta? Reszta naszej menażerii to suczka Eska i dwie 14 letnie kotki-rezydentki: Kota i Zorka. Kota przyjechała z nami z miasta i tu przeżywa drugą młodość-jest kotem wewnętrznym. Zorka, która została w domu po poprzednich gospodarzach, jest kotem zewnętrznym. Obie nie za bardzo za sobą przepadają, ale jakoś się tolerują. Nad całością nadzór sprawuje Eska, która czasem te paniusie dyscyplinuje. Jak narozrabiają to pogoni koty i ustawi w szeregu. Ten nowy też musi się jakoś podporządkować bo taka jest u nas w stadzie hierarchia. Kiciuś początkowo wzięty za kotkę, otrzymał imię Nówka. Po dokładniejszym przyjrzeniu się i konfrontacjach internetowch, okazało się, że to kocurek, więc nadaliśmy mu nowe imię Muniek. Ot, taka to historia już naszego Muńka Nówki. 

Rezydentka Kota-ależ ona ma charakterek...

Esia Floresia, sunia ze schroniska. Jeszcze w świątecznym klimacie.

Rezydentka Zorka-daje się pogłaskać. Ugodowy kot parapetowy.




poniedziałek, 7 grudnia 2015

Powab jabłka


Wyobraź sobie-jest wiosna, piękny, słoneczny dzień. Leżysz na trawie w sadzie, pod rozłożystą, kwitnącą właśnie jabłonią. Zamknij oczy. Czujesz zapach jej kwiatów i słyszysz latające wokół nich owady?.
To jeden z piękniejszych symboli wiosny. Jesienią ta jabłoń - niczym rodzic wyda na świat swoje dzieci.
Jabłka to symbol płodności, symbol dzieci swoich rodziców, stąd też popularne przysłowie
"niedaleko pada jabłko od jabłoni". Występować może w roli afrodyzjaka -"zakazanego owocu"- biblijna opowieść o Adamie i Ewie, jako symbol niezgody - mity greckie - historia Parysa, Afrodyty i pięknej Heleny.
To także symbol zdrowia, życia, urodzaju, miłości i władzy.
Jabłko inspiruje i to od dawna. Owoce jabłoni umiłowali m. in. średniowieczni i renesansowi artyści na obrazach, bracia Grimm napisali baśń o Królewnie Śnieżce - z jabłkiem w roli głównej. Kanadyjskiej firmie komputerowej użyczyło swego wizerunku do powstania znanej na całym świecie marki Apple.
Przykłady można mnożyć.
Pewne jest, że to wyjątkowy owoc. Bardzo polski, pospolity i chyba nie do końca doceniany...
W tym roku z racji wyjątkowego urodzaju jabłek postanowiliśmy na maxa wykorzystać różnorodne przepisy na przetwory z nich. I tak zamykamy je w słoikach na zimową szarlotkę, pieczemy w całości nad ogniem-powstaje przepyszny dżemik z wyczuwalną nutką dymu, sok z jabłek- a z niego po raz pierwszy nastaw na cydr, słodziutkie i zdrowe chipsy, a z odpadów - ocet jabłkowy.
Smacznie. Kolorowo. Pachnąco. Zdrowo....








.


piątek, 20 listopada 2015

Listopad - liść opadł.

Za oknem szaro, mokro, smutno. Na drzewach ostatnie podrygi liści. To zawieje to popada.
Listopad jest dla mnie nostalgiczny i skłania do refleksji. To idealna pora na podsumowanie tego wszystkiego, co powoli zamyka 2015 rok. W grudniu będzie już inaczej-inne tempo, myślenie o świętach i przygotowania do nich...
To był dobry, urodzajny rok, dynamiczny sezon turystyczny. Gro ciekawych, pozytywnych i energetycznych osób przewinęło się przez nasz dom. Było kolorowo i różnorodnie. Był spływ kajakowy, byli wykonawcy poezji śpiewanej, motocykliści, drużyna rugby, aktorzy, fotograficy, naukowcy, ludzie którzy zwyczajnie - szukali wytchnienia od miasta i swej codzienności.
Było też rodzinnie. Nie kończące się rozmowy przy stole, nowe znajomości, parę nowych przepisów kulinarnych...wspomnienia.
No i te kilogramy naszych plonów ogrodowych, leśnych i przydrożnych...
Zaprawy w słoikach, mrożonki w zamrażarce i szafka pełna nalewek. Aroniówka, pigwówka, nalewka z tarniny, mirabelki, tymianku.
Ufff!.
Teraz to już damy radę zimie!

Była też dłuuga przerwa w prowadzeniu bloga. Taka naturalna. Dużo się działo, pewnie zbyt dużo, by poświęcić mu swój czas. We wszystkich ważniejszych wydarzeniach, chwilach czy miejscach, towarzyszył nam obiektyw aparatu. Powstawały zdjęcia - one pojawią się tu we właściwym momencie, przy właściwym wątku.
Będziemy nadrabiać zaległości:)
Wszystkich naszych czytelników wchodzących na nasz blog i pytających o to, czy u nas wszystko w porządku, uspakajamy i odpowiadamy: tak, u nas wszystko w porządku, dziękujemy za pamięć i troskę:).
Dziś w roli załącznika wspomnienie słonecznej i kolorowej jesieni-zdjęcia z uroczyska znad Starej Pasłęki. Do takiej jesieni tęsknimy, ale zima stuka powoli do drzwi...